Wstęp
Nie wiem, czy ktokolwiek przeczyta tę książkę, ale jeśli to czytasz, to chciałbym Ci podziękować, że jesteś i ciekawi Cię to wszystko – jak się zaczęło. A uwierz, przeżyłem bardzo dużo. Nie życzę nikomu tego, co ja przeżywałem.Jak widzisz, ta książka ma trzy rozdziały i pewnie zadajesz sobie pytanie, co oznaczają te imiona w rozdziałach.Te imiona to imiona moich byłych dziewczyn. I od razu na wstępie – ta książka nie ma na celu urazić żadnej kobiety. O ile to teraz czytacie, chciałbym Wam przekazać, że mam do Was szacunek i życzę Wam w życiu jak najlepiej.A Wam, czytającym – miłego czytania.
Martyna
„How can we go back to being friendsWhen we just shared a bed?How can you look at me and pretendI'm someone you've never met?"Sombr
30.05.2024 – bo to wszystko wtedy się zaczęło.Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby wejść na stronę „6 obcych" i zacząć pisać z ludźmi. W pewnym momencie połączyło mnie z Martyną i tak się zaczęło. Napisaliśmy, ile mamy lat, jak się nazywamy, że obydwoje jesteśmy ze świętokrzyskiego – takie typowe poznawanie kogoś przez internet.Pisaliśmy tak sobie i obydwoje załapaliśmy wspólny vibe, więc zaproponowałem, żeby przejść na Instagrama albo Messengera. Zgodziła się i zaczęliśmy pisać już normalnie – o zainteresowaniach, hobby i różnych sprawach.Nie będę Was zanudzał szczegółami, bo ta książka ma być interesująca, a nie „lana woda".Mijały dni, tygodnie. Zaczęły się wakacje. Każdy, kto mnie zna, wie, że jestem w „KS Krzaki Łąka Wieś" – naszej grupie znajomych, która wychodzi, gra w piłkę i spędza razem czas.Nie chwaliłem się za bardzo tym, że z kimś piszę, bo miałem opinię takiego, co „do każdej zarywa". W końcu któryś z kolegów zajrzał mi w telefon i powiedział:„Kamiński z jakąś znowu pisze, hahaha".Nie powiem – bolało mnie to. Nieważne, czy dla żartów, czy nie. Zawsze mnie to bolało. Upominałem ich, ale niewiele to dawało.Wytłumaczyłem im, kim jest Martyna i jak się poznaliśmy. Oczywiście mieli z tego bekę. Starałem się to na razie olewać.Z Martyną kontakt się rozkręcał. Zaczęliśmy rozmawiać przez telefon – czasami nawet do 7 rano. Zasypialiśmy przy telefonie. To było coś naprawdę fajnego.W pewnym momencie pomyślałem: kurde, ona mi się podoba.Nie wiedziałem, jak jej to napisać – przecież nawet nie widzieliśmy się na żywo. Ale na początku lipca zebrałem się i napisałem wiadomość w stylu:„Słuchaj, od pewnego czasu zaczęłaś mi się podobać. Może to nie jest najlepszy moment, żeby to pisać, ale uznałem, że muszę Ci to powiedzieć".Myślałem, że dostanę kosza. Ale odpisała, że ja też jej się podobam, tylko żebyśmy jeszcze chwilę z tym poczekali.Byłem wtedy naprawdę szczęśliwy. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Dalej pisaliśmy codziennie.Założyliśmy się kiedyś o złotówkę, bo nie wierzyłem, że do mnie napisze po wyjściu z koleżankami. Przegrałem – napisała. Do dziś to wspominam jako taką małą, śmieszną historię.Ustaliliśmy też, że symbolem naszej relacji będzie motyl. To będzie miało znaczenie później.Nadszedł mój wyjazd do Grecji na obóz. Napisałem jej oczywiście wcześniej, żeby niczego się nie obawiała, że będziemy w kontakcie.Sam wyjazd wspominam bardzo dobrze – ludzi, atmosferę. Było naprawdę fajnie. Starałem się odpisywać Martynie tyle, ile mogłem. Rozumiała, że jestem na wakacjach z kolegami i że chcę się też dobrze bawić.Minął tydzień obozu i pewnego dnia, gdy się obudziłem, uznałem: to jest ten dzień. Zrobię ten krok i zapytam ją o związek.Był to 23.07.2024. Napisałem. Zgodziła się.Cieszyłem się bardzo mocno. Chłopaki pytali, czemu jestem taki szczęśliwy. Pokazałem im jakąś miłą wiadomość od niej i oczywiście zaczęło się „uuuuuu". Byli w szoku, że jestem z osobą, której nigdy wcześniej nie widziałem na żywo. Zaczęli mi to wytykać. Zrobiło mi się przykro, bo serio mi wtedy zależało.Gdy wróciłem z obozu, umówiliśmy się na spotkanie. Niestety rozchorowałem się i nie dałem rady przyjechać. Zrozumiała to i życzyła mi zdrowia.Kiedy już wyzdrowiałem, pojechałem do Ostrowca. Spotkaliśmy się w pociągu. Gdy czekałem na stacji, spotkałem znajomych z obozu. Zapytali, czy jadę do Martyny. Powiedziałem, że tak. Życzyli mi powodzenia.W pociągu stresowałem się naprawdę bardzo. Gdy zobaczyłem stację, na której miała wsiąść, wstałem i rozglądałem się po wagonie. Zobaczyłem ją.Pamiętam tylko, jak podbiegłem, żeby ją przytulić. Wtedy wszystko ze mnie zeszło. Cały się trząsłem, serce waliło jak szalone. Usłyszałem od niej: „Spokojnie, uspokój się".Wysiedliśmy, dała mi rękę i zaprowadziła do parku. Siedzieliśmy tam całe spotkanie, gadaliśmy, nagrywaliśmy filmiki na Snapa. Dałem jej prezent z Grecji – naszyjnik z motylkiem, magnes i obiecaną złotówkę. To było coś pięknego.Pod koniec zgłodnieliśmy i poszliśmy do Maka. Nasza pierwsza randka. Dobrze ją wspominam.Potem pociąg i niestety powrót. Pożegnałem się z nią i miałem w głowie tylko jedno: szkoda, że to tak szybko minęło. Ale byłem bardzo szczęśliwy.W domu tata zapytał, jak było i jakie ma nazwisko. Okazało się, że zna jej ciocię. Świat jest naprawdę mały.Napisałem jej, że bezpiecznie wróciłem i podziękowałem za spotkanie. Ona też podziękowała.Nasza relacja rosła. W następnym tygodniu znów się spotkaliśmy. To były wakacje – trzeba było korzystać.Pojechałem znowu do Ostrowca. Poszliśmy do parku, wcześniej do sklepu. Spędziliśmy fajnie czas, nagrywaliśmy TikToki. I znowu szybko się skończyło.Tym razem pierwszy raz namiętnie się pocałowaliśmy. Motylki w brzuchu, wszystko jak w filmie. To był mój pierwszy poważny związek. Wracając pociągiem, nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę.W domu mama zapytała, czy jesteśmy razem. Odpowiedziałem, że tak. Była szczęśliwa – a ja cieszyłem się, że to widzę.Zaproponowałem Martynie, żeby przyjechała do Suchedniowa, żebym mógł oprowadzić ją po swoim rodzinnym mieście. Zgodziła się. Przyjechała.Zaprowadziłem ją na OSiR i tam pierwszy raz poznała Piotrka i Pawła – tych samych, którzy wcześniej mieli bekę. Czasami zachowywali się niefajnie, ale wtedy było w porządku.Potem poszliśmy do starej bazy, na Orlicz zjeść pizzę, a później na plac zabaw pogadać, pohuśtać się. Serio fajnie spędziliśmy czas.Mijały kolejne dni. Zaczął się wrzesień. Przyjechałem raz w tym miesiącu.Dostałem od niej prezent na Dzień Chłopaka – poduszkę i kubek. Mam je do teraz, bo nie wyrzucam ani nie niszczę prezentów.Nadszedł październik. Poznałem jej siostrę – totalny słodziak. Jeśli to czytasz, wiedz, że Cię pozdrawiam.Umówiliśmy się z Martyną do kina, bo wychodził „Terrifier 3". Pojechaliśmy do Kielc. Nie znałem tego miasta, ona też nie za bardzo. Na szczęście trafiliśmy do galerii Korona i nie spóźniliśmy się na film.Po seansie poszliśmy do parku. Kiedy chcieliśmy wracać na pociąg, źle poszliśmy i niestety nie zdążyliśmy. Czekaliśmy 1,5 godziny na kolejny. Widziałem, że była trochę wkurzona. Próbowałem ją uspokoić, ale nie do końca mi wychodziło.Wróciliśmy do domu bezpiecznie. Napisałem do niej i do jej mamy, przepraszając za sytuację. Zrozumiały to.Potem jakoś wyszło, że dłuższy czas się nie spotkaliśmy, chociaż proponowałem spotkania co dwa tygodnie.Spotkaliśmy się w połowie grudnia u mnie. Kupiłem jej kwiaty, bardzo się ucieszyła. Leżeliśmy, gadaliśmy jak zawsze.Poszliśmy też na łyżwy. I to zmieniło dużo.Na łyżwach było okej, ale później w Maku już nie bardzo. Moi znajomi zaczęli śmiać się z choroby Martyny na grupie, nie wiedząc, że ja tam jestem.Gdy wróciłem do domu i przeczytałem tę grupę, rozpłakałem się. Byłem w okropnym stanie. Wyszedłem z tej grupy. Miałem ochotę ich wszystkich zablokować. Czułem się jak śmieć. Nie mogłem zasnąć.Pokazałem to Martynie. Jej też było przykro, ale ja przeżyłem to mocniej, bo zawsze chciałem dobrze dla obu stron. To, co zrobili, było przesadą.Jestem bardzo wrażliwy, choć nie zawsze to pokazuję.Martyna przyjechała do mnie na święta, bo moja mama ją zaprosiła. To było coś pięknego – pierwszy raz spędzałem święta z dziewczyną. Było naprawdę super.Rodzina ją polubiła. (Do czasu).Zbliżał się Sylwester. Chciałem spędzić go z nią. Przyszła do mnie na noc. Spotkaliśmy się z Olą i Oskarem, których bardzo polubiła.Pojechaliśmy po nią na peron razem z nimi. Widziałem, jak się cieszy, że ich poznaje. Zrobiliśmy zakupy w Kauflandzie.Wtedy nie piłem alkoholu ani nie paliłem. Postanowiłem, że do 18. roku życia nie będę pił i dotrzymałem słowa.Do około 20:00 byliśmy z Olą i Oskarem, potem wróciliśmy do mnie. Wstawiłem pizzę, oglądaliśmy nowy sezon „Squid Game".Gdy wybiła północ, zeszliśmy na dół, otworzyliśmy Piccolo i świętowaliśmy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to będzie najgorszy rok mojego życia.Nadszedł 2025 rok. Miałem w nim osiemnastkę, więc trzeba było się przygotować.Martyna przyjechała wcześniej, żeby pomóc mi ze ścianką. Dała mi prezent – łańcuch i bransoletkę. Mam je do dziś.Impreza była udana. Mogłem już legalnie pić alkohol. Wróciliśmy około 3–4 nad ranem i poszliśmy spać.Następnego dnia była osiemnastka rodzinna. Byłem wykończony. Szczerze mówiąc, byłem jak nieobecny. Do dziś trochę mi głupio, że tak to wyglądało.Po osiemnastce zacząłem zauważać, że coś się psuje. Nie odpisywała, mimo że była aktywna.Spotkałem się z Olą (koleżanką), żeby to przegadać. Wytłumaczyła mi możliwe powody.Gdy wróciłem do domu, nie wytrzymałem i się rozpłakałem. Zadzwoniłem do Martyny. Uspokoiła mnie.Zbliżały się walentynki. Chciałem zrobić jej niespodziankę. Napisałem do jej mamy, czy mogę przyjechać. Zgodziła się.Martyna była od rana w złym humorze. Kiedy mnie zobaczyła, bardzo się ucieszyła. Przytuliła mnie mocno. Dałem jej kwiaty i srebrne kolczyki – motylki.Spędziliśmy fajny dzień. Namalowaliśmy obraz dla Laury, bo miała osiemnastkę.Zostałem u niej na noc. Następnego dnia razem pojechaliśmy na urodziny Laury.Tam znów było napięcie przez moich znajomych. Źle się czułem. Martyna powiedziała mi wtedy, żebym się nie przejmował debilami.I tak mijały dni.I tak mijały nam kolejne dni i zbliżała się kolejna osiemnastka, tym razem Oli. Pamiętam, że prezent dla niej kupiłem tylko ja, ale daliśmy go we dwoje jako wspólny. I akurat tę osiemnastkę — przynajmniej początek i środek — dobrze wspominam.Martyna wtedy troszkę przesadziła z alkoholem i na początku wyznawała mi miłość, że mnie kocha i jaki to ja nie jestem. Ale to, co potem zaczęło się dziać, nie było za fajne, bo zaczęła mnie lekceważyć. Mówiła, że jestem najgorszy i nawet mnie uderzyła w twarz. Sam fakt mnie zabolał — nie samo to uderzenie. Zrobiło mi się mega przykro, bo ja cały czas byłem przy niej, jak była najebana.Taka Wiktoria — pozdrawiam ją — ogarniała ją razem ze mną. W końcu ochłonęła i mogliśmy wrócić do mnie. Przespała się, a ja opowiedziałem jej o tym wszystkim. Przeprosiła mnie za swoje zachowanie, bo powiedziała, że nie pamięta takiej sytuacji. Jak najbardziej jej wybaczyłem, bo nie jestem chłopakiem, który będzie się obrażał.I tak mijały następne dni i zbliżało się ślubowanie Martyny, na które jak najbardziej zostałem zaproszony. To akurat wspominam bardzo dobrze i fajnie, ponieważ spędziliśmy super czas. Była bardzo szczęśliwa, a ja dumny z niej. Nagrywaliśmy TikToki, filmy, zdjęcia z siostrą — naprawdę było bardzo super. Ale niestety szybko to się skończyło i musiałem wracać do domu.Kiedy wróciłem do domu i minęło kilka dni, chciałem coś wymyślić, bo zbliżały się jej urodziny. I ogarnąłem najlepszy pomysł. 💡Napisałem do przyjaciół Martyny, choć w ogóle ich nie znałem, nie miałem pojęcia, kim są. Znałem ich tylko z opowieści. Napisaliśmy i oczywiście zgodzili się na taką niespodziankę. Nie podobał mi się ich styl pisania — Oli tak samo, bo ona organizowała to razem ze mną. Przeszkadzało nam to, że trochę naciskali na alkohol. Niby spoko, ale mieli po 16 lat i średnio czułbym się, kupując im wódkę. Na alkohol się nie zgodziłem.Jakby wszystko było w porządku — nie mieli do mnie problemu — ale dziwnym tonem do mnie pisali. Jedynie kolega Martyny pisał w porządku, jakby mnie rozumiał i moją sytuację.Ustaliliśmy termin. Napisałem do jej mamy i zgodziła się na wszystko. Kupiłem jej bardzo duży bukiet — chyba za 120 zł, pamiętam, że był bardzo ładny — i do tego bilety na koncert Żabsona w Kielcach.Pojechaliśmy tam, ale od rana Martyna była strasznie inna. Jakby nie dla mnie. Nie wiem, co jej się stało, bo rzadko ją taką widziałem. I to nie tylko rano, ale też kiedy już byliśmy u niej — bardzo niemiło się do mnie odzywała. Cały czas mi dogadywała.Pamiętam moment, kiedy szliśmy na pociąg, bo chcieli jechać do centrum i bardzo się spieszyli. Byłem już smutny, bo poczułem, że ktoś nie docenił moich starań, a naprawdę to nie było łatwe do zorganizowania. Podeszła do mnie i spytała, co mi jest. Odpowiedziałem, że nic. Powiedziała, żebym powiedział prawdę. Więc powiedziałem, że naprawdę się przy tym wszystkim starałem. Odpowiedziała, że bardzo to docenia. A ja miałem w głowie tylko: „To dlatego traktujesz mnie jak śmiecia?". Ale nie powiedziałem tego.W sklepie kupiłem jej wszystko, co chciała. Taki jestem — serio staram się dla drugiej osoby, nawet jak nie mam humoru.Kiedy wracaliśmy do domu, Ola mówiła mi, żebym się tym nie przejmował, że jeszcze zrozumie. Ale to nic nie pomogło.Potem pojechaliśmy na koncert. Kupiłem bilety dla mnie i dla niej, a jeszcze moja kuzynka pojechała z nami. Widziałem, że Martyna fajnie się bawi, ale odsuwa się ode mnie. Nie wiem, czym to było spowodowane. Pamiętam, że kiedy wróciliśmy z koncertu, chciała spać sama — nie tak jak zazwyczaj ze mną. Jeśli tak wolała, rozumiem, ale było mi przykro.Kiedy wróciła do swojego domu, widziałem, że już nie piszemy jak dawniej. Jakby coś się stało.Zbliżała się osiemnastka mojego przyjaciela, na którą ona też była zaproszona. Następnego dnia była komunia w jej rodzinie, a Martyna była wtedy kilka dni w Kielcach na szkoleniu.Musiałem to ustalić. Nie chciałem jej zawracać głowy, więc zadzwoniłem do jej mamy. Ustaliliśmy, że Martyna przyjedzie, pójdziemy na osiemnastkę, prześpi się u mnie i razem pojedziemy na komunię. Jej mama zgodziła się na wszystko.Martyna wracała ze szkolenia. Gadaliśmy normalnie, było fajnie. Powiedziałem jej o osiemnastce i komunii. Odpowiedziała, że faktycznie zapomniała. Wszystko było okej.W pewnym momencie wtrąciła się jej mama i powiedziała, że będzie musiała wcześniej wstać. I wtedy zaczęło się coś, czego się nie spodziewałem.Martyna powiedziała, że pierdoli tę osiemnastkę i komunię, że ma to wszystko gdzieś. Zaczęła bardzo negatywnie to komentować. Nie chciałem się wtrącać. Powiedziała, że nie chce jej się gadać i się rozłączyła.Ja cały się rozpłakałem, bo przecież nic złego nie zrobiłem. A i tak pisałem jej potem przeprosiny — nie wiem nawet za co.Przez parę dni odpisywała mi bardzo mało. Ustaliliśmy tylko, o której przyjeżdża. Napisałem jej, że będę czekał na peronie jak zawsze.Przyjechała. Wysiadła. Nawet się ze mną nie przywitała.Spytałem: „Nie przywitasz się ze mną?".Odpowiedziała: „Nie mam ochoty".Zrobiło mi się bardzo smutno.Idziemy do samochodu i mówi mi, że o tej godzinie ma pociąg powrotny. Stanąłem, bo zazwyczaj tak robię, kiedy czuję się dobity. Powiedziałem: „Ale nie tak się umawialiśmy". Odpowiedziała, że przecież mówiła mi, że nie zostaje na noc. Wiem, że nic takiego mi nie mówiła, ale nie chciałem się kłócić.Kiedy rodzice się dowiedzieli, byli na mnie wkurzeni, a to nie była moja wina. Chciałem dobrze.Przed osiemnastką, kiedy nikogo jeszcze nie było, wspomniałem temat przeprosin. Usłyszałem od niej, że jestem pizdą — przynajmniej tak to odebrałem.Na osiemnastce musiałem ochłonąć i trochę się napiłem, bo było mi bardzo źle z tym wszystkim. Ja jak wypiję, to wyznaję miłość. Mówiłem jej, że ją kocham.Kiedy nadszedł czas, żeby wracała, rodzice zawieźli ją na peron. Pożegnała się ze mną.Następnego dnia pojechałem do niej na komunię. Przywitała się normalnie. Poszliśmy do kościoła. Po mszy Martyna zażartowała z czegoś — ja wiedziałem, że to żart, ale jej mama zaczęła mnie bronić. Martyna obraziła się na mnie i na swoją mamę, a ja nie byłem niczemu winny.Na sali siedzieliśmy obok siebie. Chciałem nawiązać rozmowę. Usłyszałem tylko: „Nie chce mi się z tobą gadać".Godziny mijały w ciszy. Nikt mnie tam nie znał. Jedynie pytanie: „Nalać ci?". Nie chciałem, bo dzień wcześniej była osiemnastka.Po dwóch godzinach zapytałem, czy nie wyjaśnimy czegoś. Odpowiedziała, że nie.W pewnym momencie jej ciocia zapytała: „Martynka, dobrze się bawisz?". A ona odpowiedziała: „Wolałabym, gdybym nie wzięła ze sobą chłopaka". Przy mnie. Przy całej rodzinie.Myślałem, że zaraz wyjdę. Tak mi się chciało płakać.Po chwili jej mama i ciocia podeszły do mnie. Powiedziały wcześniej Martynie, żeby poszła po siostrę. I powiedziały mi: „Widzisz, jak ona się zachowuje. Najlepiej jakbyście nie pisali kilka dni, żeby się uspokoiła".Powiedziałem, że dobrze. Spytałem, czy odwiozą mnie na peron. Zgodzili się.Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to ostatni raz, kiedy widzę Martynę na żywo.W pociągu rozpłakałem się. Bardzo to wstrzymywałem, ale nie dałem rady.Mija dzień, dwa. Nie piszemy, bo to ja zawsze wychodziłem z inicjatywą. Trzy dni. Tydzień.Napisałem: „Musimy pogadać." — z kropką na końcu.Odpisała gifem Momo stojącą z nożem w rękach.Po 1,5 tygodnia niepisania zadzwoniłem. Nie odebrała.Po dwóch tygodniach dostałem wiadomość:„Przemek, musimy zerwać. Zrozumiałam, że za szybko weszliśmy w związek".W głowie miałem jedno: jak kurwa za szybko? Byliśmy razem 10 miesięcy, a przed związkiem znaliśmy się 2. Do dziś tego nie rozumiem.Zadzwoniłem. Pogadaliśmy. Przeprosiła mnie za ostatnie dni.I to było na tyle.To było mocne zerwanie. Przeżyłem je bardzo. Było mi bardzo ciężko. Z tego, co wiem, jej też.Jeśli teraz to czytasz Martyna mam nadzieje że jest ci teraz lepiej.
Emilka
„Ona chciała mnie, potem nie — bo nie miałem planu B.Jak spadałem, to nie spadłem — i się nauczyłem latać."Pezet
Po ciężkim zerwaniu z Martyną zaczęły się wakacje. Postanowiłem wyjechać do Niemiec, zarobić pieniądze i zająć czymś głowę. Czy mi to pomogło? Nie. Nabawiłem się tam takiego stanu, że chodziłem strasznie zdenerwowany, a niektórzy ludzie mi dopierdalali. Jedynie mój współlokator był w porządku, zajmował się mną i serio go obchodziłem.Jak już zarobiłem trochę pieniędzy, wróciłem do Polski i kupiłem samochód. To akurat był fajny moment — wiadomo, pierwsze auto itp. Ale w tym wszystkim zawsze brakowało mi tego, że nie mam nikogo bliskiego obok siebie.Uznałem, że założę Yubo, bo dużo się o tym mówiło. I właśnie tam poznałem Emilkę. O dziwo pamiętam, że to ona napisała do mnie pierwsza. Odpowiedziałem jej, ale pamiętam, że ona nie odpisała jakoś miło — tak chamsko troszkę. Następnego dnia napisała i powiedziała, że przeprasza, ale była wkurzona na rodziców. Zrozumiałem to.Zaczęliśmy pisać i się poznawać. Zauważyłem, że interesuje się motoryzacją, a mnie ostatnimi czasy też to zaczęło interesować, więc mieliśmy wspólne tematy. Mijały dni, pisaliśmy coraz więcej. W pewnym momencie nawet rozmawialiśmy długo w nocy — nie tak jak z Martyną, ale jednak.Pisząc z nią, zauważyłem, że chyba jej się spodobałem. Ona strasznie krytykowała siebie za swój wygląd. Ja zawsze jestem szczery i mówiłem jej, że nie wygląda źle. Jak gadaliśmy, to czułem, że to idzie w jedną stronę. I pamiętam, że byłem szczęśliwy, bo chyba poczułem to samo.Nadszedł wrzesień i umówiliśmy się na spotkanie w Kielcach. Ona była z Morawicy — i nie, nie z psychiatryka.Przyjechałem pociągiem do Kielc. Kupiłem jej kwiaty jako niespodziankę. Była zadowolona, widziałem to. Przytuliła mnie, dała mi rękę i poszliśmy do takiego parku, usiedliśmy na ławce. Tam zapytałem ją, czy zostanie moją dziewczyną. Odpowiedziała, że oczywiście, i pocałowała mnie. Znowu poczułem motylki w brzuchu i szczęście.Potem poszliśmy do galerii na boksera i Cyber Gaja, fajnie spędziliśmy czas. Później do Maka i na tym skończyło się spotkanie. Odprowadziłem ją na przystanek i wróciliśmy do domów.Pisaliśmy dalej i umówiliśmy się na kolejne spotkanie. Tym razem miałem już samochód. Odbierałem go z serwisu w Kielcach i od razu pojechałem pod wskazane miejsce, gdzie się umówiliśmy. Siedzieliśmy w samochodzie i gadaliśmy. Potem pojechaliśmy do galerii Echo w Kielcach, chodziliśmy po sklepach, nawet kupiliśmy sobie koszulki. Pojechaliśmy też odebrać paczkę, którą zamówiła.Dostałem od niej w prezencie spodnie Hello Kitty (ale były na mnie za małe), bransoletkę, wisiorek na klucze i naklejkę „Passenger Princess", która do teraz jest przyklejona w moim aucie. Podziękowałem jej. Prosiła mnie, żebym trzymał te rzeczy w aucie — zgodziłem się.Pojechaliśmy nad zalew, zrobiliśmy sobie zdjęcia i musieliśmy wracać do domu. Odwiozłem ją blisko domu, potem wróciłem do siebie. Rodzice się wkurzyli, bo znowu opuszczałem lekcje, żeby się z nią spotkać, a ona w weekendy nie mogła za bardzo.Zacząłem wtedy pracę w Glovo na samochodzie. Mój kolega z klasy, Tomek, jeździł ze mną i mi pomagał. W ten sposób poznał Emilkę. Nie miałem problemu z tym, że zaczęli się dogadywać — było okej.Mijały dni i zauważyłem, że Emilka już nie pisała tak często. Coraz częściej pojawiało się tylko: Tomek, Tomek, Tomek. Zaczęło mnie to denerwować. Powiedziałem jej, że źle się czuję, że tak dużo o nim mówi.Z tego wyszła spina między mną a Tomkiem. Na całe szczęście zaproponował rozmowę i wszystko sobie wyjaśniliśmy. Prawie się popłakaliśmy w tym aucie. Emilka się wtedy wkurzyła na mnie, ale później zrozumiała.Pisaliśmy dalej, ale to już nie było to samo co na początku. Przestała tyle pisać, wysyłać swoje zdjęcia. Jakby wszystko się zmieniło. Nadal gadała o Tomku.Planowaliśmy spotkanie. Myślałem, że tylko we dwoje, ale ona chciała, żeby Tomek też był. Zrobiło mi się wtedy bardzo przykro.Kiedy się spotkaliśmy, czułem się jak duch. Jakbym nie istniał. Jakbym był powietrzem. To było bardzo przykre. Trudno opisać to, co wtedy czułem. Wmawiałem sobie, że to w porządku, że tak powinno być. Dziś wiem, że to nie było okej.Pewnego dnia, kiedy wróciłem z pracy, dostałem od niej wiadomość, że musimy zerwać. Że to wszystko było za szybko i że może kiedyś jeszcze do siebie wrócimy.Poczułem się jak najgorsze gówno. Płakałem nocami. Było źle. Ten stan po zerwaniu — kto miał, ten wie.Przez parę dni jeszcze pisaliśmy, ale ja już nie chciałem mieć z nią kontaktu. Widziałem tylko jedną intencję w tej relacji — że chce coś z Tomkiem. I to mnie bolało.Tomek zachował się jak prawdziwy kolega. Zaczął się od niej oddalać, kiedy zobaczył, że ona do niego startuje.Po rozstaniu bardzo się z Emilką kłóciłem, bo zaczęła wypisywać do Martyny. Zrobiła się spina, że ja coś na nią gadałem. Nigdy jej nie obgadywałem ani nie wyzywałem. Martyna sama do mnie zadzwoniła i wyjaśniliśmy to sobie. Do dziś nie mam z nią kontaktu.Emilka zablokowała mnie wszędzie, gdzie się dało.Jeśli to czytasz — przyznanie się do błędów nie jest trudne. Wystarczy zrozumieć drugą osobę.Pozdrawiam Cię i życzę szczęścia.
Ola
„Chcesz wymienić Boga na randomowego chłopcaCo z niego za pojeb i dlaczego nosi maskęPewnie się jej wstydzi przez te przypałowe akcje"Godface Killa
Po tym wszystkim naprawdę było mi ciężko się pozbierać, lecz wiem, że miałem ludzi przy sobie. Nie mogłem poradzić sobie z tym wszystkim, ale kontynuowałem pracę i do tego wszystkiego jeszcze dołożyłem sobie siłownię i biegałem na bieżni. Mój mental zmienił się właśnie przez chodzenie na siłownię.Udostępniłem na IG zdjęcie bieżni i polajkowała je jakaś dziewczyna, której kompletnie nie kojarzyłem. To była właśnie Ola. Wszedłem na jej relacje i również zobaczyłem medal z Biegu Niepodległości i uznałem, że napiszę. Spytałem, jaki dystans, i zaczęliśmy pisać o bieganiu, a potem przeszło to na sprawy takie jak: jak się mamy, gdzie chodzimy do szkoły, czym się zajmujemy i o przyszłość. O dziwo Ola mnie nie kojarzyła, a jest ze Skarżyska, i okazało się, że mamy bardzo dużo znajomych.I tak sobie pisaliśmy z 2 dni i powiedziałem, że może jakaś randeczka. Nie pamiętam, czy to było w formie żartu, czy nie, ale powiedziała, że możemy, więc wymyśliłem sobie, że pojedziemy na halę na pizzę. To miała być niespodzianka dla niej i nie mówiłem jej, gdzie pojedziemy.Jeden dzień przed randką spotkaliśmy się na trybunach na naszej wspólnej hali, bo akurat były zawody z siatkówki, a ja w swojej szkole organizowałem turniej FC 26, ale przyszedłem tam na tę trybunę i szczerze nie chciało mi się z niej wychodzić, tak dobrze mi się gadało i rozmawiało z nią. Ustaliliśmy, że spotkamy się wieczorem jeszcze pogadać, więc przyjechałem po nią i pojechaliśmy sobie na Wędo. Zobaczyłem, że Ola jest jakaś smutna, więc spytałem, czy mogę ją przytulić. Zgodziła się i jak tak się przytulaliśmy, to nie mogliśmy się od siebie odkleić i zaczęliśmy rozmawiać o wszystkim i o niczym. W pewnym momencie Ola zaproponowała, żebyśmy poszli na tył — tak, wiem jak to brzmi, ale nie miało to podtekstu seksualnego. Powiedziałem, że jasne, i przytulaliśmy się, patrząc sobie głęboko w oczy. Wtedy zrozumiałem, że chyba jej się podobam, a ja się chyba na nowo zakochałem. Tak naprawdę moglibyśmy się nawet nie odzywać, tylko patrzeć w swoje oczy, bo to było coś naprawdę pięknego.Czas minął nam bardzo szybko i Ola miała spotkanie z koleżankami, więc zrozumiałem ją jak najbardziej. Nawet jak była tam z nimi, to mi odpisywała i naprawdę to było takie kochane z jej strony. Nadszedł kolejny dzień — dzień „randki". Pojechałem po nią, przywitaliśmy się i pojechaliśmy. Cały czas pytała, gdzie ją zabieram. W pewnym momencie powiedziałem, że jedziemy do Suchedniowa, bo pizzę ustalaliśmy razem. Poszliśmy, zamówiliśmy i wróciliśmy do auta. Tak dobrze mi się z nią leżało, że potem ciężko mi było iść po pizzę, ale poszedłem i odebrałem ją. Jak zjedliśmy, to nadal leżeliśmy i patrzyłem w jej oczy. Dosłownie przez 5 minut opieraliśmy swoje czoła o siebie i obydwoje wiedzieliśmy, że tego chcemy. Zaczęliśmy się całować. Pierwszy raz poczułem, jak ktoś mnie tak bardzo namiętnie całuje. Serio, poczułem się tak zdominowany, jakbym był na jakimś haju. To było coś pięknego. Cały się trząsłem, a Ola mówiła mi: „uspokój się, spokojnie" i dała mi buziaka. Odpocząłem 5 minut, przesiedliśmy się na przód, bo chciałem zabrać ją w pewne miejsce, ale nawet jak usiadłem, to nadal czułem bicie mojego serca. Ola mnie uspokajała, dała mi buziaka i pojechaliśmy na parking OSiR. Tam poszliśmy na tył porozmawiać i się poprzytulać, ale niestety szybko minął nam czas i musieliśmy wracać do domów. Odwiozłem ją pod dom i pożegnaliśmy się, dając sobie buzi. Byłem bardzo szczęśliwy. Nie miałem wtedy czegoś takiego, że to za szybko — po prostu żyłem chwilą, którą chciałbym, żeby była wiecznością. To było piękne.Po tym wszystkim spotykaliśmy się codziennie, dzień w dzień. Cieszyliśmy się z tego bardzo i tak przez 1,5 tygodnia dowiedzieliśmy się dużo rzeczy, także prywatnych, o których nie napiszę w tej książce, bo obiecałem, że nikt się nie dowie. Widziałem wtedy, że Ola jest naprawdę bardzo wrażliwą osobą i tak samo o sobie mogę napisać, że jestem wrażliwy przez to wszystko, co przeżyłem.Tak mijały nam dni — siedzieliśmy u mnie, rozmawialiśmy, oglądaliśmy moje stare, już niepubliczne filmy z KS Krzaki na przerwach. Spotykaliśmy się też w szkole. Kolega Oli robił osiemnastkę, na którą była zaproszona. Nie miałem z tym problemu, ale jak się dowiedziałem, że ten gość chciał ją pocałować, a ona go odrzuciła, to uświadomiło mi, że ona naprawdę mnie kocha. Potem on zaczął mnie wyzywać — nie pamiętam kontekstu — ale to była przesada, bo ja mu nic nie zrobiłem, byłem tylko jej chłopakiem. Przykro mi było, że ludzie z jego urodzin zaczęli wyzywać ją. Bardzo to przeżywałem, bo chciałem coś z tym zrobić, ale jedynie starałem się być przy niej i troszczyć się o nią. W końcu zerwali kontakt.Ola spytała, czy pójdę z nią na bal. Powiedziałem, że jasne, oczywiście. To był bardzo piękny czas. Czułem się jak nigdy, bo zazwyczaj nie chodziłem na bale. Potańczyliśmy, pogadaliśmy, poznałem parę osób od jej strony. Po balu zostaliśmy jeszcze chwilkę w aucie, nawet pospaliśmy, ale trzeba było wracać. Odwiozłem ją do domu i tak mijały spokojnie dni.Uznaliśmy z Olą, że pojedziemy do Kielc. Na początku Ola nie miała w ogóle humoru, ale potem wszystko było dobrze. Kupiliśmy sobie ubrania, zmieniłem trochę swój styl na lepszy, bo Ola mi w tym pomogła. To było bardzo kochane. Pojechaliśmy do parku, pokazać jej trochę mojego rodzinnego miasta i widziałem, że jej się podobało. Wtedy postanowiłem rzucić palenie — dosłownie rzuciłem, bo wyrzuciłem swojego e‑papierosa do zalewu w Suchedniowie. Była w szoku, ale widziałem, że się cieszy.Trzeba było wracać do domów. Zbliżał się Sylwester i niestety nie spędziliśmy go razem, bo Ola miała pracę. Rozumiałem to. Pamiętam, że ją wtedy zawiozłem.Kiedy nastał nowy rok, pierwszy telefon wykonałem właśnie do niej, żeby złożyć życzenia. Życzyłem jej, żebyśmy spędzili ten rok razem i byli szczęśliwi. Napisałem jej też bardzo długą wiadomość związaną z nowym rokiem. Cieszyła się bardzo i również złożyła mi życzenia. Napisałem też do jej mamy — była zadowolona, że pamiętałem.Mieliśmy 18 mojego kolegi z klasy i zaprosił również Olę. Wszystko było naprawdę w porządku, bo się fajnie bawiliśmy, ale pamiętam, że jak już wróciliśmy do naszych domów, to humor jej spadł, a starałem się jej go poprawić i niestety mi się nie udało. Dopiero na drugi dzień było w miarę okej i tak już zobaczyłem, że Ola stała się bardziej obojętna na wszystko, a ja taki nie jestem, bo starałem się zawsze robić jak najlepiej. Od nowego roku również zamknąłem się na swoich kolegów, znajomych — widziałem tylko Olę.Uznaliśmy, że pojedziemy sobie do Warszawy, jak najbardziej się zgodziła i pamiętam, że nawet w pociągu dostałem od niej laurkę z napisem „kocham cię" i rysunkiem. Cieszyłem się jak małe dziecko, bo naprawdę sprawiało mi coś takiego radość.Jak już dojechaliśmy i zaczęliśmy chodzić po sklepach, to Ola chciała mi coś pokazać i ja jej też w jednym sklepie i wtedy zobaczyłem u siebie pewien problem — nie wysłuchałem jej, tylko zabrałem ją, żeby to pokazać. Obraziła się na mnie i wtedy zobaczyłem u siebie ten problem i bardzo ją przepraszałem, ale ona zawsze jak się na kogoś obrazi, odcina się od tej osoby i zakłada słuchawki na uszy. I pamiętam, że bardzo przykro mi się zrobiło, bo naprawdę chciałem fajnie spędzić z nią czas, a wyszło chujowo. Dopiero pod koniec poszliśmy na herbatę i pogadaliśmy sobie i troszkę wyjaśniliśmy i już w pociągu normalnie gadaliśmy.I tak przez następne dni normalnie sobie pisaliśmy. Ola zaproponowała mi, żeby iść na półkolonie z nią i jak zobaczyłem tę ofertę, to naprawdę bardzo mi się spodobała i chciałem tam iść, ale moi rodzice nie byli za tym i musiałem wyłożyć z własnej kieszeni pieniądze.Ola przed tymi feriami mówiła, że nie wie, czy ja z nią wytrzymam, bo będzie miała codziennie inny humor, ale ja byłem na wszystko gotowy. Pierwsza wycieczka była do Krakowa i tam było naprawdę spoko. Może jak jechaliśmy tam, to obraziła się na mnie, bo ja troszkę śpiący byłem i przysypiałem, a ona coś do mnie mówiła, a ja tam normalnie przysypiałem i no wiadomo, jak zareagowała — tak jak w Warszawie. Ale potem już było normalnie zajebiście. Poznałem jej kuzynkę — pozdrawiam cię, Zosiu, jak to czytasz. Cieszyliśmy się bardzo.Potem było Suntago i tam Ola nie miała w ogóle humoru i bardzo nie chciała spędzać za dobrze ze mną czasu i nawet chciała mi powiedzieć coś takiego, że chce spokoju ode mnie i pobyć sama. Troszkę mi humor wtedy spadł, bo ja nie znałem tam za dobrze ludzi, ale przygarnęła mnie jej kuzynka razem z jej koleżanką i sobie tak łaziliśmy. I tak przez cały dzień bardzo mało się widziałem z Olą i troszkę było mi głupio, że to tak wygląda, ale to jej wybór.Ale jak wróciliśmy do domów, to jeszcze coś tam pisaliśmy.I któregoś dnia byliśmy nawet wszyscy na kręglach i Ola nadal nie miała humoru, ale potem już jej się poprawił i nawet TikToka nagraliśmy wszyscy tam. Miałem okazję pogadać z taką Zosią i Julką, nawet spoko się rozmawiało z nimi. Pojechaliśmy chyba do Term Chochołowskich i tam było naprawdę bardzo super.Jak wracaliśmy, zażartowałem sobie w kierunku Zosi, że ja widzę je jutro na łyżwach i nie ma, że nie. I potem się dowiedziałem od Oli, że jej nie pasuje to, że taki mam kontakt z nimi, że tak robię, że jak lepiej sobie z nimi spędzam czas, to żebym się może z nimi umówił. I ja popatrzyłem z jej perspektywy na to wszystko i miała rację — faktycznie nie było to w porządku.Ale też zauważyłem, że Ola pisze z jakimś facetem i wysyła jej zdjęcia bez koszulki i mają czat w serduszka i też jej to powiedziałem i usłyszałem „no widzisz, 1-1" i tak dyskutowaliśmy i ja ją cały czas przepraszałem za to.I międzyczasie były moje 19. urodziny, które planowałem bardzo długo w swojej głowie. Nie chcę pisać tutaj, dlaczego się nie udały — za dużo emocji tam wyleciało.I następnego dnia mieliśmy wyjść na łyżwy i Ola nie chciała ze mną gadać, ale potem pojechaliśmy do Lidla, bo musiała kupić komuś wódkę i pamiętam, że dopytałem się, kim ten człowiek jest i usłyszałem to: „kolega, z którym się nigdy nie zobaczę". I jakby już jej mówiłem: „ufam tylko tobie, nikogo innego".I jak sobie tak przegadaliśmy, to odwiozłem ją do domu i spotkaliśmy się na zakończeniu, ale mieliśmy jeszcze jedną wycieczkę do Niemiec, a ja już robiłem jej prezent na walentynki, już je wtedy planowałem, choć był jeszcze styczeń.W Niemczech spędziliśmy czas naprawdę bardzo fajnie, bo chodziliśmy sobie na zjeżdżalnie, ale potem jej spadł humor i znowu się wyciszyła i to stało się momentalnie. Ja wtedy nie wiedziałem już, o co chodzi, bo naprawdę było bardzo super moim zdaniem. Kupiłem jej takiego pluszaka i ucieszyła się z tego, miło jej się zrobiło.Wracając do Polski, zauważyłem, że ma łańcuszek z naszyjnikiem w serce, którego nie widziałem wcześniej. Spytałem się: „skąd go masz?", a usłyszałem od niej: „aaaa, nieważne". Ja miałem spokój, no pewnie znalazła czy coś, ale widziałem nadal, że pisze z tym facetem, który miał na imię Bartek, i nadal widziałem to samo: czat w serduszka i wysyła jej TikToki. Bolało mnie to, bo ja postąpiłem w porządku wobec niej.Wróciliśmy do Polski i niestety skończyły się ferie, wróciliśmy do szkoły.Postanowiłem napisać jej, że nie podoba mi się właśnie ten chłopak i zacząłem jej wymieniać, że daje jej dziwne komentarze na TikToku, takie o te zdjęcia, i ten czat w serduszka. Odpowiedziała mi coś w stylu: „no i co ja mam z tym zrobić? Nie zerwę z nim kontaktu, on mi dużo pomaga i najwyraźniej daje mi coś, czego ty mi nie dajesz". Wtedy bardzo mi humor spadł i zacząłem z nią dyskutować na ten temat.I jak dostałem wiadomość o treści cytując:„ten naszyjnik to myślisz, że od kogo dostałam? Chłop znając mnie niecały miesiąc dał mi naszyjnik srebrny, taki prawdziwy, i powiedział, że prezent taki 🫢"A wtedy wyjechałem już z domu i jak to przeczytałem, tak docisnąłem gaz, rozpłakałem się, zacząłem jej wysyłać głosówki: „fajnie, ja oddaję całe swoje serce i starania, a ty takie coś mi robisz, fajnie, super". Nie chciało mi się wtedy żyć, naprawdę byłem rozjebany kurwa psychicznie przez to wszystko. Nie chciało mi się wtedy żyć.Nie pojechałem wtedy do szkoły. Pamiętam, gdzieś zaparkowałem i zacząłem płakać. Potem jak już wracałem do domu, to Ola starała się mnie uspokajać, a ja nie potrafiłem. Wróciłem do domu i pisała mi, żebym się uspokoił. Nazwałem go od najgorszych i do dzisiaj się tego trzymam.Po czym, jak tam popisaliśmy, nie wiem, co mi odwaliło — pojechałem kupić jej misia i nawet podjechałem pod jej dom, ale nie mogła wyjść, bo miała dzień wcześniej wyrywanego zęba. Wróciłem do domu i tak jakoś temat tego ucichł, ale nadal we mnie to drwiło.Kilka dni potem rozjebałem swoje auto — wpadłem w poślizg i pierdolnąłem w znak. Zostałem bez auta.Napisała do mnie moja kuzynka Amelka, kocham ją normalnie jak siostrę, i spytała się o właśnie tego skurwysyna zwanego Bartkiem. Wytłumaczyłem jej tak samo jak wam i powiedziała mi jedno: „nie będę ci życia ustawiać, ale jak tak dalej będzie, to musisz to zakończyć". Ja nie dopuszczałem do siebie takich myśli nawet.Dosłownie dwa dni potem dostałem od niej dwa zdjęcia. Jedno to repost TT jego, który brzmiał: „w końcu poznałem tę właściwą osobę, ale szkoda, że ma już kogoś", a drugie zdjęcie to jego profilowe — zdjęcie Oli.Amelka napisała mi wtedy: „stary, zakończ to, ty się zamęczysz".Nic jej nie odpowiedziałem, od razu napisałem do Oli: „co to ma kurwa być?".Jeśli chodzi o profilowe, to napisała, że miał zakład i musiał sobie ustawić.Na to pierwsze, że nie wiedziała, że takie rzeczy repostuje.Ja napisałem długą wiadomość i tam było np.: „i to jest w porządku, co on robi?" i żeby się postawiła na moim miejscu. I nic mi nie odpisała na to.Ale tak dalej leciały dni, aż nastały walentynki. W prezencie pomogła mi Kinga jej koleżanka, oraz jej Kuzynka zosia o którą pytałem o kwiaty jakie wybrać, ale niestety nie widziałem takich, jakie mi mówiła, ale dziękuję za pomoc dziewczyny naprawdę.I oczywiście się postarałem, nadmuchałem balony z blatem, również zrobiłem jej serce na łóżku, kupiłem 2 monstery dla nas i karteczki z napisami „Olusia Przemuś", zapaliłem świeczkę. Oli bardzo się podobało i doceniła moje starania, dałem jej prezent i nawet się wzruszyła. Dla mnie nie jest ważne ile coś kosztuje, tylko czy ktoś doceni moją pracę. Walentynki spędziliśmy bardzo fajnie.Zapytalem się jej wtedy, czy podoba się jej ten kolega. Odpowiedziała mi, że nie, nie podoba jej się, ale ona jemu prawdopodobnie w głowie miała tylko jedno zdanie do niej: „to może coś z tym zrób", ale nie chciałem psuć dobrej chwili.Obejrzeliśmy sobie film, zjedliśmy, pograliśmy w jedną grę z relacjami naszymi i poszliśmy spać. Ja co chwilę się budziłem i sprawdzałem, czy wszystko dobrze u Oli. Tak jakoś ma, jak ktoś śpi, kogo kocham. Serio było naprawdę bardzo fajnie i mi się podobało.Ola wróciła do domu i przez tydzień wydawało mi się, że normalnie piszemy, wszystko fajnie, ale jakoś tak humoru nie miałem, jakby czułem, że coś jest nie tak. Spotkałem się na chwilę w piątek po lekcjach, bo w sobotę była zajęta i spytałem się jej, z kim wychodzi. Odpowiedziała, że nie ważne. Ja miałem takie „Aha". Odpowiedziała mi, że mówiła: „będziesz pytał, jak się dowiesz". Stałem w miejscu i czułem, jak ktoś mi nóż w plecy wbija, bo przecież mówiła mi, że nigdy się nie spotkają.Wziąłem ją do Hermesa na górę i rzuciłem plecak na podłogę, spojrzałem jej głęboko w oczy i powiedziałem: „Ola, ja ufam tylko tobie, nikomu więcej". I zaczęliśmy gadać, ona odpowiedziała: „wiem". Głos już miałem jakby miałem się rozpłakać, ona mnie troszkę uspokoiła. Odprowadziłem ją na przystanek i pojechała do siebie, ja wracałem do domu smutny i zmartwiony po tym wszystkim.Następnego dnia, jak mieli się spotkać, to usunęła mi lokalizację i jej napisałem, żeby łączyła, żebym się nie martwił. Odczytała i odpisała „sory". Ja cały zesrany i zmartwiony poszedłem do producenta mojego i zaczęła robić muzykę z nim, żeby odtrącić głową tych myśli. Dobijało mnie to bardzo, że poszła spotkać się z tym skurwielem, który na nią leci.Potem faktycznie włączyła lokalizację, w niedzielę się spotkaliśmy i porozmawialiśmy sobie szczerze. Dowiedziałem się, że moja osoba ją męczy i również mi powiedziała, że jestem dla niej wyborem. Szkoda, że nie patrzyła mi w oczy, jak to mówiła. Załamało mnie to bardzo. Zapytalem się również o to, jak było na spotkaniu, i usłyszałem tylko: „ja nie lubię opowiadać, chyba wiesz o tym".Nie wiedziałem, co mam ze sobą zrobić, chciało mi się płakać, ale już nie mogłem. Pogadaliśmy jeszcze sobie, chociaż zachowywała się, jakby już nie chciała być i to mnie bolało. Ola wróciła do domu i nie pamiętam, czy następnego dnia, czy 2 dni po spotkaniu, napisała, że nie czuje się ze mną dobrze, że gadała z koleżankami i doradzają jej, żeby zerwała ze mną i że nie ważne, co bym nie kupował albo się starał, to tego nie zmieni.I wtedy pomyślałem sobie: „czy te wszystkie moje starania, rzeczy, pracę, które dla niej robiłem, były gówno warte? Czy ja jestem w ogóle coś wart dla niej?" Zadawałem sobie takie pytania.Ola zaczęła mnie odpychać, odpisywała tak, jakby musiała, a ja cierpiałem psychicznie. Zacząłem palić, kupiłem sobie paczkę szlugów i zacząłem palić.25 lutego zacząłem pisać z moją koleżanką Klaudią i tak zaczęło się, że wstawiła depresyjną nutę i napisałem jej, że mój mood od kilku dni jest taki. Napisała, czy chcę powiedzieć, co się dzieje i wrzucić to z siebie, bo czasami nie warto trzymać tego w sobie. Powiedziałem, o co chodzi i powiedziała mi bardzo dobre słowa: „wyznacz granice w swoim życiu, których nikt nie będzie przekraczał" oraz „żebym zaczął szanować i zakończył to wszystko".W czwartek spotkałem się z Olą, moją koleżanką, i jak jej wszystko opowiadałem, to się rozpłakałem. Z tego wszystkiego, co się działo, zacząłem się włączyć i słuchać muzyki. Wtedy zrozumiałem, że przez związek zamknąłem się w sobie na swoich znajomych i to była tylko moja wina.Ustaliliśmy sobie wcześniej z moją Olą, że musimy się spotkać w piątek. Napisała mi, że źle się czuje i nie da rady przyjechać. Powiedziałem, że no to zostań w domu, ale napisała, że możemy pogadać, więc napisałem, że jak skończy tam robić wszystko, to żeby zadzwoniła. Chyba dzwoniła do mnie. Ja jej powiedziałem: „Wiesz, że nasza relacja nie powinna tak wyglądać?". Ona powiedziała mi, że tak, wie o tym i musi to zakończyć. Bolało w chuj, bo naprawdę zależy mi na niej w chuj, a tu takie coś.Za każdym razem ktoś zrywa ze mną i to jej też powiedziałem, a odpowiadała mi niemiło, że najwyraźniej to coś znaczy. Może. A to ona pierwszy raz zrywa z kimś, pierwszy raz, bo tak to miała zawsze tak jak ja.Powiedziałem jej jeszcze, że nie cierpię tego skurwiela Bartka i życzę mu jak najgorzej. Odpowiedziała mi, że dlaczego tylko tak go obwiniam, że nikt nie jest jego winą. Odpowiedziałem jej na to, że za dużo psychiki straciłem na tę kurwę i że nie wie, co ja przeżywałem. Pogadaliśmy jeszcze sobie trochę i umówiliśmy się, że 3 marca możemy się spotkać ostatni raz i porozmawiać w cztery oczy. Zgodziła się, rozłączyliśmy się.A następnego dnia odebrały mnie myśli, wyjebałem resztkę swoich szlugów i pojechałem z chłopakami do Kielc, a potem na piwo.Następnego dnia to właśnie była niedziela. Zobaczyłem relację Oli, a tam zdjęcie, jak się uśmiecha z tym sukinsynem i ten skurwiel ustawił to sobie jako profilowe.Od razu, kiedy to zobaczyłem, wyszedłem z domu. Czułem się, jakbym nic nie znaczył, bo zrobiła to dwa dni po zerwaniu. Napisałem do niej wszystko to, co mi leżało na sercu.Ola spotkanie odwołała ze mną i napisała, że nie chce ze mną pisać.Ola, jeśli to czytasz, dziękuję za te 3 miesiące jeszcze raz, ale twoje zachowanie razem z tamtym to jest bardzo nie w porządku, bo sama mówiłaś, że nie chciałabyś być tak traktowana, a mnie tak potraktowałaś po tym, ile dla ciebie zrobiłem. I pamiętaj to, co ci powiedziałem — jeżeli on nie miał problemu zarywać do osoby zajętej, zrobi to tak samo jeszcze raz.A jeśli chodzi o ciebie, Bartek, żebyś się, kurwo, smażył w piekle, karma cię dojedzie.I to byłoby na tyle.
Zakończenie
Wydarzenia opisane tutaj są prawdziwe, Oraz opartę na faktach.Chodz nie jestem poetą i mam dyzlekcję i dyzortografie to napisałem własną książkę i zajeło mi to dużo godzin, cennej pracy.Przeżyłem dwa lata nieudanych związków i moja psychika na tym ucierpiała. Mój największy lęk to strach przed samotnością. Wiem, że muszę to leczyć.Planuję zapisać się na terapię albo do psychologa.Pamiętajcie — nieważne, ile razy upadniesz. Ważne, żebyś wstał.A do hejterów — nadal uważacie, że nie zachowuję się jak na swój wiek?To jeszcze nie koniec.Do zobaczenia.